Malowanie brzucha...

Położnictwa i rodzicielstwa uczę się. Rozkochuję się w obserwacji rodziców, także własnych. Uczę się wspólnego języka z dziećmi, także tymi dopiero narodzonymi. Z pokorą, choć nie zawsze to łatwe, obserwuję bliskich i przyjaciół w naszej wspólnej drodze do osiągnięcia rozmaitych celów, odnalezienia spokoju, harmonii, szczęścia.
Jako położna i humanista z powołania dość często wędruję wzdłuż ścieżek wytyczanych przez doświadczonych rodziców. Uczą mnie ich przeżycia, nasze rozmowy, książki, nawet krótkie relacje z codziennych zmagań. Staram się otaczać ludźmi pełnymi miłości, spokojem i naturą, pięknem i sztuką. Wiem, że podstawowym warunkiem do optymalnego rozwoju osobistego/duchowego jest przebywanie w środowisku pełnym zrozumienia, cierpliwości i miłości. Do pełnego rozwinięcia skrzydeł potrzebujemy bezpiecznego, sprzyjającego otoczenia, oparcia, gruntu. Potrzebują tego rośliny, zwierzęta, dorośli ludzie oraz (a może przede wszystkim) potrzebują tego dzieci, także te jeszcze nienarodzone. Dlaczego więc przyszłym rodzicom tak trudno nawiązać relację z rozwijającym się w ich bezpośredniej bliskości dzieckiem. Odnoszę wrażenie, że coraz większym problemem staje się zauważenie podmiotowości dziecka i zaspokojenie jego podstawowych potrzeb do życia i wzrastania: miłości, czułości, bezpieczeństwa. Nie są one mniej istotne niż konieczność oddychania czy odżywiania. Jednak ciężko czasem poczuć, że ciąża/brzuszek to przede wszystkim przebywający w nim, potrzebujący uwagi człowiek.

Przyglądam się ciężarnym. Przyglądam się ich problemom, ich szczęściu, ich zagubieniu, ich drodze. Zdarza mi się przez krótszy lub dłuższy odcinek czasu im towarzyszyć. Niezmiernie wdzięczna jestem za każdą taką okazję i z niezmiennym zaangażowaniem staram się wspierać debiutujących rodziców, przygotować ich do samodzielności. Czuję to coraz wyraźniej, że moją rolą nie jest przede wszystkim techniczne przygotowanie do porodu ale ukazanie rodzicom stojącym przede mną ich dziecka będącego stale przy nich. Osobowość maluszka przegrywa, gubi się w konkurencji z wyzwaniami współczesności. Staram się na nowo uczyć kobiety dbać o ich wewnętrzny spokój, wsłuchiwać się w ich naturę, wierzyć w ich wewnętrzne, nieprzebrane siły. To samo tyczy się ich partnerów, nie rzadko przytłoczonych obowiązkami, zepchniętych poza orbitę zainteresowań, zniechęconych stereotypami. Zachęcam pary do nawiązania relacji z maluchem za ścianą brzucha, odnowienia relacji z przyrodą i umacniania relacji między nimi.

Nie bez powodu matka natura zdecydowała się ułożyć dziecko w ciele matki. Nie bez przyczyny jego serce dojrzewa pod jej sercem a jego życie rozwija się ściśle powiązane z jej światem. Jednak nasza świadomość błądzi, fundamentalne prawdy i pierwotne potrzeby giną pod warstwą codziennego zgiełku i problemów. Kobiety przytłoczone ciężarem stresu, obładowane poradami, algorytmami, instrukcjami ignorują pierwotne instynkty, proste sygnały, które wysyła im ciało i ich własne dziecko. Tymczasem pomoc jest tuż tuż. Zasady są proste i to czego nam potrzeba to życzliwej pomocy. Aby poznanie i wspieranie wzrastającej duszy nie zostało odłożone na później na korzyść remontu mieszkania lub kupna fotelika do samochodu, warto wykazać się spokojem, dojrzałością i cierpliwością.

Nie każdy ojciec potrafi w "brzuchu" swojej ukochanej dostrzec dziecko, nie każda matka zakochuje się w swoim maluszku od pierwszego wejrzenia. Nie rodzimy się dobrymi rodzicami ale możemy nimi zostać. Nie ma powodów do wyrzutów sumienia, obwiniania się, lęku ani negatywnych myśli. Nawiązanie relacji to proces, do którego musimy dojrzeć. Wymaga wyczucia, czasu i chęci. Aby jednak było nam łatwiej poznać, troszczyć się i pokochać dziecko, kiedy jest to z jakiegoś powodu utrudnione, warto próbować jak najwcześniej.
Możliwości jest bardzo wiele. Rosnący malec już przed połową ciąży zdolny jest nie tylko do odbioru bodźców z poza brzucha ale też do odpowiedzi na nie. Słabo widzi ale za to doskonale słyszy i co ważniejsze, czuje. Nie rozumie o czym rozmawiamy, nie rozumie znaczenia słów ale bezbłędnie odczytuje ich wartość uczuciową. Wie, kiedy jesteśmy przy nim i wie, kiedy zwracamy się bezpośrednio do niego. Odróżnia dotyk mamy i taty. Buntuje się przeciw falom ultrasonografu. Tęskni za uwagą rodziców. Jego zdolność do odbioru emocji zawartych w dotyku znacznie przewyższa nasze. Dziecko chce z nami być. Lepiej się wtedy rozwija, lepiej dostosowuje się do zmian po narodzinach, rzadziej choruje. Chce być zauważone i kochane. Potrzebuje tego i już zawsze będzie nas potrzebować.

Jest tak blisko... Przebywając wewnątrz matczynego organizmu, czy może być jeszcze bliżej? Tak integralne połączenie ciał nie jest przypadkowe. Matka natura wie, co robi. To my czasem o tym zapominamy. Potrzeba nawiązania bliskiego, osobistego kontaktu z dzieckiem nie może ginąć pod grubą warstwą codziennych zmartwień. Podejdźmy do tego zadania z ciekawością i radością. Rozmawiajmy z dzieckiem, bo nas słyszy i rozumie nasze emocjonalne intencje. Słuchajmy wspólnie muzyki, bo to go uspokaja, koi jego nerwy i pozwala poznać nasze wzajemne preferencje. Siadajmy wspólnie do posiłków, bo dziecko w brzuchu czuje podstawowe smaki. Wędrujmy z nim wśród drzew i kwiatów, bo czuje ich zapach, słyszy szum wiatru. Czytajmy mu bajki i wierszyki, aby czuło się bezpiecznie słuchając ich po raz kolejny po narodzinach. Wyobraźmy sobie jego malutkie ciało, jego paluszki, kolor włosów i oczu. Wspólnie z partnerem słuchajmy bicia jego serca i oglądajmy jego postać podczas wizyt lekarskich. Malujmy podobiznę dziecka na brzuchu mamy aby pomóc zwizualizować jego namacalne istnienie.
Nie tylko maluszek potrzebuje opieki i kontaktu, my także tego potrzebujemy, żeby stać się rodzicami.

Ola

Polecamy






Jesteśmy partnerami Programu Szczecin Przyjazny Rodzinie
 


Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 24 gości