Narodziny bez przemocy

Aby urodzić! Szybko, żeby to się już skończyło... Spróbuj jednak pomyśleć również o Dziecku. Twoim. Ono także doznaje niewygód i cierpień porodu, nie pozwól aby pozostało samotne i narażone na bodźce, które nie są obojętne dla Jego rozwoju psychicznego. Tak naprawdę niewiele trzeba, żeby dziecko mogło urodzić się bez przemocy. Między innymi o tym właśnie pisze Frederic Leboyer w książce "Narodziny bez przemocy"...

Aby urodzić! Szybko, żeby to się już skończyło... Spróbuj jednak pomyśleć również o Dziecku. Twoim. Ono także doznaje niewygód i cierpień porodu, nie pozwól aby pozostało samotne i narażone na bodźce, które nie są obojętne dla Jego rozwoju psychicznego. Tak naprawdę niewiele trzeba, żeby dziecko mogło urodzić się bez przemocy. Między innymi o tym właśnie pisze Frederic Leboyer w książce "Narodziny bez przemocy"...

"Powiada się, sądzi się, że noworodek nic nie czuje. 
Czuje wszystko!
Wszystko, totalnie i to bez żadnego filtru, bez dokonywania wyboru,
bez rozróżniania.
Narodziny to burza, to huragan.
A dziecko jest rozbitkiem,
jest
pochłonięte, ogarnięte
gwałtownym przypływem doznań,
których nie potrafi sobie przyswoić.
Naszą jedną zbrodnią jest niewiedza
o tym, że zmysły noworodka funkcjonują,
i o ich delikatności, wrażliwości..."*

Cierpliwości. Lub mówiąc ściślej, nauczenia się wielkiej powolności. 
Bliskie znieruchomieniu.
Bez tego wewnętrznego spokoju, nie ma co oczekiwać sukcesu. Nie
zdoła się uzyskać porozumienia z niemowlęciem.
Zaakceptować tę powolność, spowodować, by przeniknęła nas,
byśmy zaczęli żyć w wolniejszym rytmie - oto jeszcze jedno czekające
nas ćwiczenie, oto coś, co również wymaga przygotowania. Dotyczy to
zarówno kobiety, jak tych, którzy asystują przy porodzie.
Jeśli chce się myśleć o sukcesie, trzeba raz jeszcze zrozumieć, z
jakiego świata przybywa niemowlę.
W swoim zstępowaniu do piekieł posuwało się centymetr po centy-
metrze, może jeszcze wolniej. Ruchami, które miały coraz mniejszą
amplitudę, ale dzięki temu magazynowały tym więcej siły, akumulowały w
pewnym sensie znaczną energię.
Jeśli nie przeżyje się tego doświadczenia niezwykłej powolności na
własnym ciele, nie da się zrozumieć narodzin. Nie da się wyjść na
spotkanie noworodka.
Jeśli chce się uzyskać to zrozumienie, jeśli chce się doprowadzić do
tego spotkania, trzeba wydostać się poza czas. Trzeba wyjść poza
"nasz" czas, poza nawyk, poza nasze całkowicie osobiste poczucie jego
upływu, poza jego przyspieszone mijanie.
Nasz czas i czas noworodka są prawie nie do pogodzenia. Jeden jest
powolnością bliską znieruchomieniu.*

"Nauczcie się szanować 
tę chwilę narodzin.
Jest to moment delikatny, subtelny, przejście, nieuchwytne tak samo
jak przebudzenie rankiem.
Jesteśmy między dwoma światami,
na progu.
Oto dziecko waha się. Błagam, nie pchaj go!
Chcesz, żeby upadło? Pozwól małej istocie
wejść po swojemu,
swoim tempem, w swoim rytmie.
Daj mu tyle czasu, ile zechce.
Czy widzisz ptaka podrywającego się do lotu,
widzisz, jaki jest ciężki i niezręczny,
jak wlecze za sobą zawadzające mu skrzydła,
widzisz, jaki niezgrabny,
i oto...
leci!
Porzucił ziemię, powietrze niesie go, czyni go pełnym wdzięku, lekkim.
Kiedyż dokonał tego przejścia z jednego królestwa do drugiego? Jest
to moment tak subtelny, że oko nie potrafi go uchwycić. Równie subtel-
ny jak wejście w czas lub wyjście poza czas. A potem oto przypływ
niedostrzegalny,
nieprzeparty,
zaczyna opadać.
W którym momencie nastąpił zwrot?
Czy masz ucho dość subtelne,
by słyszeć oddech
oceanu ?
Tak, te narodziny,
ta fala odrywająca się od fali,
rodzi się w morzu lecz go nie porzuca; nie tykaj jej swymi niezdarnymi
dłońmi.
Nic nie pojmujesz z tajemnic.
Dziecko przybywa,
daj mu pokój: ono wie.
Zostaw, widzisz,
fala wyrzuca je na brzeg,
Zaś inna bierze na grzbiet, unosi trochę wyżej.
Jeszcze jedna
i oto dziecko wyłania się z toni.
Ziemia je niesie.
Jest wyzwolone od fali,
stąd panika.
Nie wtrącaj się.
Czekaj.
To pierwszy brzask.
Zostawże tej jutrzence
całą jej wielkość, cały majestat.
Czekaj, czekaj,
pozwól, by narodziny były tak powolne, jak zechcą; by pełne były
powagi.
To dziecko po raz pierwszy
budzi się.
Nie mąć niczego w momencie, kiedy opuszcza
królestwo snów.
Patrz, jedna noga biegnie jeszcze i zapóźnia się w ogrodzie
marzeń,
druga uderzyła o kant łóżka!
Dokonany został skok w biegu czasu,
nastąpiło rozstanie z wiecznością.
Dziecko zaczęło oddychać!"*

* Fragmenty książki "Narodziny bez przemocy" Frederica Leboyera, tłumaczenie Adama Szymanowskiego, wydawnictwo PAX, Warszawa 1986.

Niebawem, lub może nawet już do nabycia nowe wydanie... Nareszcie... Polecam!

Sławek. 

Polecamy






Jesteśmy partnerami Programu Szczecin Przyjazny Rodzinie
 


Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 34 gości